piątek, 6 lipca 2012

Balsamy brązujące: Lirene, Ziaja, Kolastyna

ufff jak gorąco
a ja mimo wszystko blada
bo nie wyobrażam sobie opalać się w ten upał :/

ale przecież są balsamy brązujące :)

do tej pory mój 'zestaw murzyna' wyglądał tak



czyli balsam i krem do twarzy Ziaji i nie używany od dawna balsam z Kolastyny

ale nie dawno, kierowana pochlebnymi opiniami na blogach zakupiłam sławny już balsam z Lirene body arabica: ja mam do ciemnej karnacji czyli Cafe Mocca



***

zacznijmy od Sopotu


jestem jego fanką od lat
głównie dlatego, że jest mocny, efekt jest szybki i zadowalający
już po jednej pożądnej aplikacji widać efekt
co za tym idzie nie trudno o smugi czy zacieki
ale dla chcącego nic trudnego, jak się dobrze dokładnie wsmaruje, ąz do wchłonięcia to plam nie bedzie :))


jeśli chodzi o kremik do twarzy


 efekt jest o wiele bardziej subtelniejszy a do tego formuła kremu jest dość tłusta i zapychająca, więc stosuje taką technikę, że smaruje nim twarz jak mam więcej czasu, chodze tak ok 3-4 godzin po czym zmywam resztki z twarzy
polecam ten patent :)

przejdzmy do Lirene


przy pierwszym zastosowaniu byłam w szoku
bo w ogóle nie pasowało to do mojego doświadczenia z balsamami tego typu
po pierwsze nie tylko nie śmierdzial ale pachniał!!
najprawdziwszą kawą, i nie był to bynajmniej zapach słodki, ale prawdziwy mocny, gorzki wręcz zapach kawy ;))

bardzo fajne doświadczenie, ale w sumie na tym się plusy kończą 
balsam bardzo bieli i trzeba się naprawdę mocno napracować, żeby do wsmarować


a efekt...no efekt znikomy
po dwóch zastosowaniach wydawało mi się, że widzę niewielką różnice
tak więc do częstego stosowania, miłego doświadczenia i delikatnego efektu polecam :)))

jednak nie wyobrażam sobie stosować go na nogi, bo przecież nogi golimy, jak jest ciepło to jeszcze częściej i przy goleniu ta warstwa 'zbrązowiała' schodzi, więc nie nadąrzyła bym się nim smarować


jeszcze szybki komentarz dotyczący Kolastyny:
dla wielu chyba wersja pośrednia, słabszy niż Sopot, mocniejszy niż Lirene
nie pamiętam czemu go nie lubiłam i nie zużyłam po tym jak go kupiłam, pewnie od czegoś róznie śmierdząego jak Sopot spodziewałam się szybszego i mocniejszego efektu

PODSUMOWUJĄĆ

dla delikatnego efektu, ewentualnie dla osób nie znoszących smrodku samoopalaczy polecam Lirene, ja też mam zamiar go stosować jako codzienny balsam na ramiona itd.
dla stanowczego efektu, po jednorazowym użyciu i około 4 godzinach polecam jak najbardziej Ziaja Sopot

ufff ale się opisałam, niewiem, czy przeczytałyście wszystko, ale mimo wszystko
pozdrawiam gorrrrrąco
Irmina

8 komentarzy:

  1. Miałam i Ziaje i Lirene :)
    Ale Lirene do jasne karnacji i prawie efektów żadnych nie dawał :(

    OdpowiedzUsuń
  2. lirene mnie kiedyś kusił, ale ostatecznie zostaję przy naturalnej opaleniźnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja się nie opalam, bo lubię swoją karnację :)

    OdpowiedzUsuń
  4. lirene mój ulubieniec :)

    OdpowiedzUsuń
  5. widzę że akcja opalanko :)

    OdpowiedzUsuń
  6. nienawidzę zapachu samoopalaczy z tej półki, nieźle kurczę dają po nosie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Super muszę to wypróbować:) Bardzo ciekawy blog, będę zaglądać:)
    Zapraszam do mnie na konkurs i rozdanie:)
    http://kosmetykiimoda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Szczerze, dla takich bledziochów jak ja:), to ten z Lirene jest ok, smaruję nim tylko nogi i efekt jest na tyle subtelny, że dość naturalny. Chodzi o to, że u mnie nie odcina się od lepiej opalonej reszty ciała (nogi jakoś trudno mi się opalają):) Więc dla mnie jest jak najbardziej ok, tym bardziej, że nie robi smug:)

    Ewa:)

    OdpowiedzUsuń

jeśli oglądasz, pozostaw komentarz, będziemy bardzo wdzięczne ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...